Polski mez’alians z Serie A

Mezz’ala. W dosłownym tego słowa tłumaczeniu – półskrzydło. W dosłownym, ponieważ innego nie ma. Termin ten – choć we Włoszech znany i używany od dawien dawna – nie doczekał się w polskiej nomenklaturze swojego odpowiednika. I to właśnie jest częścią problemu, istotą przez którą niezrozumiała jest w Polsce kwestia tego, czemu Piotr Zieliński nie gra w reprezentacji tak dobrze, jak w Napoli, a wcześniej w Empoli.

„Piłka nożna to najpiękniejsza gra na świecie. Niestety, lub stety, nie wszyscy którzy kochają calcio są w stanie je zrozumieć” – Gianni Brera

Za ojca nowoczesnego włoskiego dziennikarstwa uważa się słynnego Gianniego Brerę, autora wielu książek i człowieka, który w 1949 roku został redaktorem naczelnym La Gazzetty dello Sport. Włoch był nie tylko twórcą słynnych powiedzeń, lecz także autorem terminów piłkarskiego leksykonu – to właśnie on nazwał trzeciego środkowego obrońcę „libero”, on wprowadził do włoskich słownikach pojęcie „centrocampista”, środkowy pomocnik. Także jemu przypisuje się słynne powiedzenie, że doskonały mecz kończy się wynikiem 0:0, ponieważ nie popełniono w nim błędów.

Zasługi Brery nie ograniczały się jednak tylko do kwestii językowych. Jego ogromną pasją była taktyka, regularnie spotykał się z czołowym trenerami Serie A i dyskutował na jej tematy przy butelkach dobrego wina. Cały czas chciał rozwijać swoją wiedzę i nadążać za zmianami zachodzącymi w piłkarskiej taktyce, by móc jak najlepiej rozumieć to, co dzieje się na boisku. I tego samego oczekiwał od swoich dziennikarzy. Analiz, dywagacji, świadomości.

Z jego pasji wzięło się ugruntowanie włoskiej prasy piłkarskiej w kwestiach taktycznych, co z kolei przeniosło się na jej czytelników – kibiców. Polska prasa takiego Brery nigdy nie miała i to widać. Taktyka zajmuje w niej miejsce marginalne, nawet analityczne programy telewizyjne skupiają się na błędach sędziów, a nie na założeniach taktycznych i próbach wyjaśnienia tego „co trener miał na myśli”.

No, starczy tej dygresji, do rzeczy. Ze względu na to, że polska prasa nigdy nie rozwijała się w tym kierunku, co włoska, ograniczony jest przede wszystkim nasz piłkarski język, a co za tym idzie – także samo rozumienie tego, co dzieje się na boisku. Pomocnicy dzielą się u nas na defensywnych, środkowych i ofensywnych, co samo w sobie jest niesamowitym uproszczeniem, Brera pewnie nazwałby to dosadniej – dyletanctwem.

Włosi rozumieją role, mają na nie konkretne słownictwo. My nie posiadamy w swoim zasobie językowym odpowiedników dla podstawowych terminów takich jak regista, trequartista, box to box, czy wcześniej wspomniany mezz’ala. I w tym właśnie tkwi sedno problemu w zrozumieniu dyspozycji Piotra Zielinskiego w reprezentacji.

Pół człowiek, pół przestrzeń

U nas pozycje, role piłkarzy postrzegane są jednowymiarowo. Gdzie gra Zieliński w Napoli, gdzie grał w Empoli? W środku pomocy. Więc czemu miałby grać gorzej, czy też inaczej, w reprezentacji, gdzie jego jedynym partnerem jest Krychowiak? Taktyka, inna rola, inne zadania? Phi, marne tłumaczenie, mentalna papka. Chłopaka zjada presja/nie chce mu się/jest przeceniany, i tak dalej – wiadomo. Kibicowskich teorii jest do wyboru, do koloru.

Problem polega na tym, że Zieliński we Włoszech nie gra, nie grał i najprawdopodobniej nigdy nie będzie grał jako środkowy pomocnik. Bo mezz’ala to nie jest typowy środkowy pomocnik. Nie jest to też ‚dziesiątka’, gdzie często stara się go wpychać. To półskrzydło, piłkarz zawieszony między bokiem boiska, jego środkiem i atakiem.

Piotr Zieliński w Napoli, tak jak wcześniej w Empoli, gra w bardzo specyficznej roli. Zazwyczaj, zwłaszcza jeśli nie ma u boku Marka Hamsika, jest najbardziej ofensywnym z trójki środkowych pomocników ekipy z Neapolu. Jego zadaniem jest poruszanie się między pomocą a atakiem, zbieganie na skrzydła, próby napędzenia akcji środkiem. Upraszczając, można stwierdzić, że żyje on z półprzestrzeni – tych stref boiska, gdzie może znaleźć sobie najwięcej miejsca, skąd jego podania i rajdy mogą stworzyć największe zagrożenie. Czym są półprzestrzenie można dowiedzieć się w tym artykule ze Spielverlagung.

To właśnie w tych strefach objawia się cały potencjał Zielińskiego. Nagłe przyspieszenia, próby minięcia rywali w środku boiska zrywem z piłką, zbiegnięcia na boki w poszukiwaniu wrzutek w pole karne, prostopadłe piłki i podcinki za linię obrony przeciwnika, strzały sprzed pola karnego. W tym jest doskonały i widać to także w jego statystykach. Poniżej piłkarze Serie A, którzy najczęściej podają do przodu i najczęściej podciągają akcje z piłką u nogi.

Czemu więc nie potrafi tego robić w kadrze? Odpowiedź jest prosta: byłoby to zbyt ryzykowne. Zarówno w Napoli jak i w Empoli Zieliński zawsze ma wsparcie dwóch innych pomocników. Po pierwsze daje mu to większą swobodę w ofensywie – ma z kim wymieniać krótkie podania, ma z kim grać z klepki i tak dalej. Po drugie zapewnia to Zielińskiemu spokój. Dryblingi w środku pola to ogromne ryzyko, a świadomość tego, że ma asekurację dwóch pozostałych pomocników sprawia, że może to ryzyko podejmować.

W kadrze, ubezpieczany przez tylko jednego kolegę, tego luksusu nie ma. Musi grać bardziej spokojnie, rozważnie. Jego kreatywność i drybling są zabijane przez odpowiedzialność, która podcina mu skrzydła.

Sytuacja wygląda jeszcze inaczej, gdy jest wystawiany na „10”. Wtedy owszem, ma asekurację, jednak ma także na swoich plecach obrońcę i często zmuszony jest grać plecami do bramki. Nie ma miejsca żeby się rozpędzić, nie ma czasu żeby puścić delikatną podcinkę do wybiegającego za obrońców kolegi. Dość powiedzieć, że nie bez powodu w Empoli z tej „10” został ściągnięty i dopiero wtedy w pełni odblokował swój potencjał.

                                                                 „Zieliński jest ucztą dla oczu”

Piłkarz Napoli to diament. Być może to nawet największy talent ostatniego dwudziestolecia w Polsce, albo i lepiej. Nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, że może być wielkim piłkarzem. Jednocześnie jestem pewien, że w reprezentacji do tej pory nie pokazał nawet połowy swoich umiejętności. I tak, powód jest właśnie tak prosty – on nie gra na swojej najlepszej pozycji.

Oczywiście znam powiedzenie, że dobry piłkarz wszędzie sobie poradzi. Tyle tylko, że jest to powiedzenie nieprzystające do dzisiejszych czasów, żeby nie powiedzieć, że wręcz głupie. Być może w latach dziewięćdziesiątych było ono prawdziwe, jednak dzisiaj jest już ono zdecydowanie przeterminowane i nieaktualne. W nowoczesnej piłce na najwyższym poziomie jest miejsce tylko dla specjalistów, ludzi wybijających się w swoim zakresie, dopasowanych do zespołu w którym grają.

Polskie media mają tendencję do gloryfikowania piłkarzy występujących zagranicą – i jest to w pełni zrozumiałe. Ludzie chcą czytać o sukcesach Polaków w mocnych klubach, są to poczytne materiały, zresztą w chwaleniu nie ma niczego złego, nawet jeśli czasem jest ono odrobinę przesadzone i przesłodzone. Problem pojawia się, gdy mocno chwalony piłkarz przyjeżdża na kadrę i zawodzi ogromne oczekiwania, które się w nim pokłada. Wówczas pojawia się krytyka piłkarza, słychać głosy o tym, że jest on przeceniany.

                                                                     „Zieliński jest cudowny”

No cóż, w przypadku Zielińskiego o przecenianiu nie może być mowy. Włoskie media wręcz rozpływają się w komplementach na jego temat. Corriere dello Sport nazwało go piłkarzem totalnym, bez którego nie sposób wyobrazić sobie Napoli. La Gazzetta dello Sport określiła go najpiękniejszą niespodzianką drużyny z Neapolu w tym sezonie. Zdaniem Tuttosportu to dla ekipy Sarriego piłkarz wręcz niezbędny.

Dzisiaj Zieliński jest jednym z najlepszych i najbardziej chwalonych piłkarzy młodego pokolenia w Serie A. Swego czasu był już mocno chwalony po szybkim debiucie w Udinese, jednak potem nastąpił okres, kiedy pojawiło się zwątpienie w jego talent. Nie zdołał wywalczyć sobie miejsca w ataku Udinese, poszedł na wypożyczenie do Empoli, gdzie też początkowo nie było szału.

„Zieliński jest wspaniały, a jednocześnie niedoceniany. Mało się o nim mówi, bo mało kto zdaje sobie sprawę jaką ma jakość, siłę i niesamowite przyspieszenie” – Maurizio Sarri

Tam jednak trafił na niego Maurizio Sarri, obecny trener Napoli. I z miejsca się w nim zakochał. To właśnie Sarri dostrzegł drzemiący w Zielińskim potencjał i jako pierwszy zdołał go wydobyć poprzez zmianę pozycji. Pod koniec sezonu przesunął Polaka z trequartisty na mezz’ala i w Zielińskiego wstąpiło nowe życie.

Już wtedy włoski trener twierdził, że Zieliński ma wszystko, by stać się zawodnikiem światowej klasy. „Ma wielkie umiejętności, wysokie zaawansowanie techniczne i wciąż może się rozwijać. Potrzebuje tylko trochę więcej determinacji, by wydobyć tę jakość, oraz musi wzmocnić grę defensywną”. Sarri martwił się wówczas tylko jednym – że któryś z dużych klubów tę jakość dostrzeże i zabierze mu Polaka z Empoli. Tymczasem jednak to Sarri przeniósł się do Napoli, a Zieliński trafił w ręce Marco Giampaolo. I pod jego okiem w pełni rozwinął skrzydła.

„Zieliński to fenomen. Nowoczesny pomocnik, z wieloma zaletami – świetnym dryblingiem, strzałem, trudny do zatrzymania. Jest bardzo mocny, we Włoszech na jego pozycji jest niewielu graczy na tym poziomie” – Marco Giampaolo

O tym jak bardzo rozwinął się Zieliński najlepiej świadczą słowa Patricka Morka, który pilotował jego transfer do Włoch, z czasów gdy zaczynał grać w Udinese. W wywiadzie dla Weszło Mork stwierdził: „Myślę, że będzie najlepszym piłkarzem, z jakim pracowałem. A wiem, co mówię, bo reprezentowałem Sulleya Muntariego, Mickaela Essiena, Kwadwe Asamoaha i wielu topowych szwedzkich zawodników. Zieliński na swojej pozycji będzie jednym z najlepszych piłkarzy w Europie”.

Wtedy brzmiało to jak imponująca, wręcz mało prawdopodobna wizja rozwoju. Dzisiaj porównania do Muntariego i Asamoaha na nikim nie robią wrażenia. Zieliński wskoczył już na wyższy poziom, mimo zaledwie 22 lat na karku.

Polski Paul Pogba

Tak, wiem. Ronaldo z Siedlec, Figo z Chorzowa, Pogba z Ząbkowic Śląskich. Takie porównania zawsze brzmią absurdalnie, w najlepszym wypadku wywołują uśmiech politowania, czasem powodują zażenowanie. Jednak w tym wypadku trudno nie dostrzec podobieństw.

Zielińskiego z Pogbą łączy nie tylko pozycja na boisku – Francuz w Juventusie również występował głównie jako mezz’ala – lecz także problem ze spełnieniem pokładanych w nich oczekiwaniach i powód przez który te oczekiwania mniej lub bardziej zawodzą.

Pogba także był krytykowany za swoją grę – zarówno w reprezentacji Francji podczas Euro 2016, jak i w Manchesterze United. I tak jak w przypadku Zielińskiego, jego słabsza gra niekoniecznie wynikała z jego winy. Didier Deschamps postanowił w trakcie Euro zrobić z niego rozgrywającego, w efekcie Pogba grał najniżej ze wszystkich środkowych pomocników reprezentacji Francji. Przez to nie był w stanie grać tak, jak najlepiej potrafi – szukać miejsca do strzału przed polem karnym rywali, zbiegać na skrzydła, nie mógł także decydować się na ryzykowne dryblingi. Taki sam błąd popełnił także Mourinho, który początkowo widział Pogbę w roli reżysera gry.

Sęk w tym, że z Pogby żaden reżyser. Czy może inaczej – owszem, może on występować w tej roli, jednak uwypukla ona jego wady i jednocześnie niweluje największe zalety. Dość powiedzieć, że także w Juventusie początkowo postrzegano Pogbę jako zmiennika dla Pirlo, jednak już po jego dwóch pierwszych meczach Antonio Conte zdał sobie sprawę, że nie jest to pozycja na której Francuz będzie błyszczał. I przestawił go na mezz’alę, tak samo jak Sarri przestawił Zielińskiego z roli ‚dziesiątki’.

Zarówno Conte jak i jego następca w Turynie, Massimiliano Allegri, próbowali Pogby także na ’10’ i wystawiali go tuż za napastnikami. Powód był prosty: Juventus miał bardzo mocno obsadzony środek pola i obaj trenerzy starali się znaleźć w nim miejsce dla Andrei Pirlo, Arturo Vidala, Claudio Marchisio i wspomnianego Pogby. Jednak obaj dochodzili szybko do wniosku, że nie ma to sensu i ostatecznie na tej pozycji występował Arturo Vidal. Z ich doświadczeń i testów nie skorzystał ani Deschamps, ani Mourinho. Efekt? Pogba nie pokazywał nawet ułamka tego, co w barwach Bianconerich.

Wspomnianą dwójkę łączy jeszcze jedna rzecz – nie są liderami, choć właśnie tego się do nich oczekuje. Ani Pogba, ani Zieliński nie są piłkarzami, którzy na boisku będą harować i wykręcać niesamowite liczby w statystykach przebiegniętych kilometrów. To artyści, a nie rzemieślnicy. Nie zbudują kościoła, za to mogą namalować w nim piękny fresk. Nie sprawią, że drużyna będzie funkcjonowała, za to nieźle funkcjonującą ekipę wprowadzą na jeszcze wyższy poziom. 

Nie są też mentalnymi liderami, którzy zdołają podźwignąć resztę zespołu. I oczekiwanie od nich tego, że nagle się zmienią jest pozbawione sensu. To albo się ma, albo nie. Pogba i Zieliński nie gwarantują wsparcia dla reszty zespołu, to oni tego wsparcia potrzebują, by móc pokazać swoje umiejętności.

Mez’alians w reprezentacji

Czy to oznacza, że trzeba się pogodzić z tym, iż Zieliński nigdy nie przeniesie swojej jakości z Napoli do reprezentacji Polski? Bynajmniej. Są dwa klucze do odblokowania jego potencjału i tak się szczęśliwie składa, że oba mamy w zasięgu ręki – pierwszy to Grzegorz Krychowiak, drugi to Karol Linetty.

Ustawienie z trójką środkowych pomocników – zakładając, że wszyscy wspomniani gracze będą w formie – wydaje się  w tej chwili wręcz stworzone dla reprezentacji Polski. Krychowiak w tym zestawieniu mógłby skoncentrować się na tym, w czym jest najlepszy – czyli destrukcji i asekuracji pozostałej dwójki, podczas gdy Linetty i Zieliński mogliby grać wyżej i podejmować ryzyko.

Co ważne, byłoby to ustawienie doskonale znane nie tylko Zielińskiemu, ale także Linettemu. Były piłkarz Lecha Poznań gra w Sampdorii dokładnie w tym samym ustawieniu, w którym w Empoli grał Zieliński. Przyczyna tego jest prosta – trenerem klubu z Genui jest nie kto inny, jak Marco Giampaolo, który wcześniej na dobre przestawił Zielińskiego na jego nową pozycję, a teraz powoli wprowadza w jej arkana także Linettego.

I dopiero wtedy Zieliński będzie w stanie w pełni prezentować w reprezentacji Polski ten sam poziom, co na włoskich boiskach.

Michał Borkowski

 

2 thoughts on “Polski mez’alians z Serie A

  1. Świetna analiza, gratuluję dobrego tekstu. Czytałem z przyjemnością i mam podobne zdanie. Zieliński to artysta, któremu trzeba pomóc. Nie jest tym, na którego barkach powinno opierać się grę, trochę jest tak, że on może, a nie musi.

Komentarze są wyłączone.